[Ukraina] Lwów – miasto inspiracji!

Kiedy pojedziemy na wschód?

Davidowi, urodzonemu na słonecznym Reunionie, nie zajęło dużo czasu od momentu zamieszkania w Polsce do pytania – Kiedy pojedziemy na wschód? I nie miał na myśli Białowieży. Jego myśli krążyły wokół Białorusi, Ukrainy, Rumunii…

Ciekawość tych miejsc była silniejsza od ogólnego stereotypu na temat wschodu – nieznanego i raczej niebezpiecznego. Pierwszym zaskoczeniem jakiego doznał po zaproponowaniu wspólnego wypadu na wschód, był brak entuzjazmu wśród naszych przyjaciół. Wraz z upływem czasu (i moich wywodów) zrozumiał, że polska historia, którą on zna tylko z mediów, w Polakach jest ciągle żywa. Dla nas podróż na wschód, to jak podróż w przeszłość do czasów komunizmu. Mimo, że od tych czasów upłynęło już wiele lat, my ciągle wolimy patrzeć na zachód.

Wschód, granica to ciągle rzeczywistość

Minął rok, zanim spełniło się marzenie Davida. Wykorzystaliśmy Wielkanocną przerwę i pojechaliśmy na długi weekend do Lwowa, miasta na granicy Ukraińsko-Polskiej w niedalekiej odległości od Karpatów. Nasz plan był cudny – 6 godzin w nocnym autobusie i będziemy na miejscu!

Jak tylko wyjechaliśmy z Warszawy, David uświadomił sobie kilka faktów. Ukraina nie należy do Unii Europejskiej, a tym bardziej do strefy Schengen. W praktyce oznaczało to, że po kilku godzinach dotarliśmy do najprawdziwszego przejścia granicznego. Z każdej strony czekaliśmy po 2 godziny na możliwość wyjścia z autobusu, stanięcia na wprost okienka z oficerem straży granicznej i powrotu na swoje miejsce. Wszystko w niezrozumiałej atmosferze tajemniczości i niepokoju. Po 10 godzinach byliśmy w Lwowie. Żeby nie pozostawiać żadnych wątpliwości, droga powrotna była jeszcze dłuższa, i jeszcze bardziej upierdliwa.

 

Miasto, gdzie historia jest ciągle żywa

We Lwowie spędziliśmy 3 dni. To miasto ma zdecydowanie urok, który nas oczarował. Rozległe stare miasto to miejsce pełne ciekawej i spójnej architektury. Muzea, piękne kościoły i katedry.

Z wynajętego, słodkiego mieszkania mieliśmy blisko do wszystkich głównych punktów na turystycznej mapie Lwowa: Kościół Armeński, Opera, Uniwersytet, Katedra, Urząd Miasta… Mimo chłodnego, kwietniowego powietrza włóczyliśmy się uliczkami tego miasta między kawiarniami i restauracyjkami, pomiędzy artystami grającymi muzykę. Ktoś, kto prowadzi biznes gastronomiczny powinien zdecydowanie odwiedzić Lwów, jest to niezwykle inspirujące miasto.

Opera we Lwowie to zabytek z końca XIX w. Wieczorna program to według nas coś, co szkoda ominąć będąc w tym mieście. My wybraliśmy się na balet ‘Korsarz’, 1 bilet kosztował 12 zł – miejsce blisko orkiestry. Najdroższe bilety kosztowały około 60 zł.

.

 

Oda do sztuki?

To, co wywarło na nas największe wrażenie to artyści na ulicy. Głównie muzycy. Wow! Nie ważne czy były to skrzypce, gitara, niezidentyfikowany instrument czy też cały zespół – za każdym razem poziom obserwowanych talentów przyprawiał nas o ciarki... Do dziś zastanawiamy się, czy Ukraina ma tak utalentowanych muzyków czy mieliśmy po prostu szczęście, zobaczyć najlepszych 🙂

 

Odwiedziliśmy też skansen 🙂  Dla Davida to nowy rodzaj muzeum, nam jego pojęcia nie trzeba wyjaśniać. Przy pięknym, błękitnym niebie odkrywaliśmy tak Ukraińską historię i kulturę.

Jedzenie...

Standardowo, nie możemy ominąć tematu jedzenia. Po pierwsze, ceny na Ukrainie są ciągle atrakcyjne, nawet z punktu widzenia polskiego portfela. Oznacza to, że kolacja dla dwóch osób z napojami to średnio wydatek rzędu 35-40 zł. Wszystko czego próbowaliśmy było pyszne.

Pod drugie, odwiedziliśmy kilka lokalnych rynków. I to był strzał w dziesiątkę. Jako pamiątki z tego wypadu przywieźliśmy do domu… jedzenie. Uwielbiamy takie miejsca, gdzie od starszych osób można kupić produkty przez nich wyhodowane, przygotowane i zapakowane. Jakość rewelacyjna, smak powalający i możliwość rozmowy.

 

Wiele ze starszych osób na rynku mówiło nawet trochę po polsku… To niesamowite z jaką przyjemnością osoby te zaczepiały nas i wypytywały o to gdzie mieszkamy i co robimy. Mieliśmy wrażenie, że zaraz usiądziemy przy rozpalonym w kuchni ogniu, włożymy wełniane skarpety a babcia przyniesie nam chleb z masłem i gorącą herbatę.

 

Lwów jest prawdziwym odkryciem. Czarującym i inspirującym miastem, które zdecydowanie trzeba odwiedzić i poznać.

Dodaj komentarz